Miłość jak z amerykańskich filmów. Państwo Żuczek są razem od 60 lat

Damian Bednarz
Damian Bednarz
Historia ich życia wygląda jak scenariusz amerykańskiego filmu romantycznego. On rdzenny warszawiak, który walczył w powstaniu warszawskim, ona lwowianka, która tuż po wojnie trafiła do Kłodzka. Państwa Jadwigę i Zygmunta Żuczek połączyła wielka miłość. W maju minęło 60 lat od ich ślubu.

Poznali się w Młynowie. 19-letnia Jadwiga pracowała na półkolonii, a siedem lat od niej starszy Zygmunt przyjechał do miejscowej fabryki papieru na remont. Pierwszy raz zobaczyli się na zabawie dla dzieci z okazji Narodowego Święta Odrodzenia Polski. Było to jedno z najważniejszych świąt PRL-u obchodzone 22 lipca. Był to 1958 rok.
-Byłam wtedy na kasie, a Zygmunt przyszedł z kolegami na zabawę. Zatańczyliśmy raz, potem drugi i tak to się zaczęło– wspomina Jadwiga Żuczek.

Zapewne, gdyby nie II wojna światowa, nigdy w życiu do takiego spotkania nie doszłoby. Jadwiga z rodzicami i dziadkami mieszkała we Lwowie, później w Stryjowie (obecna Ukraina). Po zakończeniu wojny rodzinę przesiedlono do Kłodzka. Zygmunt jest rdzennym warszawiakiem, uczestnikiem Powstania Warszawskiego. Miał wtedy 12 lat. Po zakończonej wojnie mieszkał w Szczecinie, później w Jeleniej Górze, skąd przyjechał do pracy w Młynowie. I właśnie tu ich drogi przecięły się po raz pierwszy.

Początki były bardzo trudne, ponieważ pani Jadwiga na stałe mieszkała w Kłodzku, a pan Zygmunt w Jeleniej Górze, skąd delegowany był do pracy w różnych miejscach naszego kraju. Dopiero kilka miesięcy później zdecydował się zamieszkać w Kłodzku.

-Od dziecka byłam wrażliwa na ludzką krzywdę. Kiedy zobaczyłam człowieka, który cały dobytek ma w walizce, święta spędza w hotelach robotniczych, a każdą wolną sobotę spędzał u nas w Kłodzku, żeby choć trochę ciepła rodzinnego złapać. Uczucie, które między nami wybuchło, a także troska o tego człowieka zadecydowało, że nie ma co czekać. Widziałem, że to jest prawdziwa miłość, bo na każdym kroku starał się nieść mi pomoc, być otuchą dla mnie. Chociaż miałam sympatię człowieka, który studiował medycynę, wolałam Zygmunta. Widziałam w nim wiele dobra i wiele miłości. Nie żałuję do dziś – mówi pani Jadwiga.

Niecały rok później, w maju 1959 roku byli już małżeństwem. -Przyjęcie weselne odbywało się w domu moich rodziców w Kłodzku, przy ulicy Wandy. Było to duże mieszkanie, prawie 120 metrów kwadratowych. Nie mieliśmy dużo gości. Było trochę rodziny, znajomych. Ślub dawał nam ksiądz Kuśnierz. Miałam jasną garsoneczkę, mąż miał granatowe ubranie. Takie standardowe wesele jak na tamte czasy. Pamiętam też, że w kościele na skrzypcach grał nam wujek – mówi Jadwiga Żuczek.

Już na samym początku wspólnego życia dosięgła ich wielka tragedia, jaką była śmierć ukochanej córeczki Marioli.
-Urodziłam bliźniaczki. Były to wcześniaczki, które nie miały nawet siedmiu miesięcy. Mariola nie przeżyła transfuzji krwi, a Jola w szpitalu leżała ponad dwa miesiące. Na szczęście wszystko w jej przypadku skończyło się dobrze. Dziś jest zdrową, dorosłą kobietą – opowiada pani Jadwiga.

W trakcie swojego długiego życia spotkali także wielu pomocnych ludzi. Jednym z nich był ówczesny kierownik Szkoły Podstawowej nr 6 (obecna Kłodzka Szkoła Przedsiębiorczości), Stanisław Piechociński, dzięki którego pomocy zamieszkali w mieszkaniu znajdującym się wewnątrz tej szkoły. To właśnie tam pracowała pani Jadwiga. Była nauczycielką języka polskiego, a później także wicedyrektorem szkoły. W zawodzie nauczyciela pracowała 30 lat. Pan Zygmunt pracował w fabryce papieru w Młynowie, następnie przeniósł się do pracy w Kłodzku. Zajmował się naprawianiem i konserwacją maszyn rolniczych. Od końcówki lat 80. wspólnie cieszą się życiem na emeryturze.

Jaki jest sekret ich udanego związku? -Wyższe uczucie – mówi pan Zygmunt. -Kochamy się i jesteśmy razem szczęśliwy, jest nam dobrze – dodaje.

-Życie to nie jest pasmo samych sukcesów, miłości i radości, ale trzeba umieć z tym wszystkim walczyć. Przede wszystkim takim trudnościom trzeba przeciwstawić się we dwoje. Uważam, że gdybym jeszcze raz miała podjąć taką decyzję, to zrobiłabym to samo – mówi Jadwiga Żuczek.

Państwo Żuczek mają troje dorosłych wnuków i niespełna roczną prawnusię.

Wzrost zakażeń. Będą szpitale tymczasowe

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie